Postęp rekrutacji uczestników

Przebadano już 12700 uczestników

08-12-2010

Co robi ŚCO dla PONS?

Artukuł w Gazecie Wyborczej na temat roli Świętokrzyskiego Centrum Onkologii w realizacji badania PONS, który ukazał się 06.12.2010 w Gazecie Wyborczej.

Zapraszamy do czytania!

Kliknij tutaj aby przejść do artykułu.

 

Co to za szpital, w którym tylko połowa pracowników z wyższym wykształceniem to lekarze? To Świętokrzyskie Centrum Onkologii zatrudniające 200 fizyków, mikrobiologów i biochemików. Tak jak w pracowni biologii molekularnej, gdzie lekarze są tylko gośćmi.

„Przychodzi baba do lekarza”... – tak nie muszą się już zaczynać dowcipy o nietypowych problemach pacjenta. Bo w ŚCO „baba” przychodzi się
leczyć do fizyka, mikrobiologa, biochemika, którzy medycyny nie kończyli i wcale nie muszą. Naukowcy zajmują się obsługą coraz bardziej wyrafinowanego sprzętu niemal rodem z powieści science fiction, bez
którego lekarze onkolodzy nie wyobrażają już sobie pracy. Chociaż podkreślają, że najważniejszy jest człowiek.

– Metody naukowe, urządzenia, narzędzia pomagają poprawić jakość leczenia, ale nic nie zastąpi człowieka. Musi być rozmowa z pacjentem, trzeba go wy słuchać, te go nie zrobi komputer. Podczas badania widzę je go ruch, jaki ma wyraz twarzy, jak oddycha, kolor warg, obrzęki na nogach, i już jakiś obraz się buduje – mówi dyrektor ŚCO Stanisław Góźdź.

Wróć my do naukowców. Artur Kowalik jest mikrobiologiem, kierownikiem
pracowni biologii molekularnej, jednego z najnowszych nabytków ŚCO.
Sam kierował jej wyposażeniem.

– W każdym z tych urządzeń otrzymujemy coraz czystszy materiał genetyczny,
aż na końcu w sekwenatorze mamy konkretny zapis kodu – tłumaczy
Kowalik.

Taki zapis można wydrukować i pokazać onkologowi. Sekwenatorem posługują się policjanci, dopasowujący genetyczny kod z próbki znalezionej na miejscu przestępstwa do konkretnego podejrzanego. A marzeniem Kowalika jest sprowadzenie do ŚCO sekwenatora genotypowego, który wydrukuje... cały zapis genetyczny jednego człowieka, czyli jego genom.

W Kielcach będziemy rutynowo robić coś, nad czym wcześniej naukowcy na
całym świecie pracowali przez kilkanaście lat. Niewykluczone, że sekwenator genotypowy pojawi się w ŚCO już w przyszłym roku.
Po co to robić? Dzisiaj w wyborze tego, jaki lek wypisać pacjentowi, pomaga
unikalny kod genetyczny chorego. Leków celowanych w onkologii jest
już ponad 100, a ich liczba stale rośnie.
Jaki wybrać? – Z nowotworem jest jak ze smakoszem kawy. Jeden człowiek
lubi taki gatunek arabiki, drugi inny.
Chodzi o to, że by konkretnego raka nakarmić konkretnym lekiem – tłumaczy
Góźdź, po pijając aromatyczne espresso.

– Pacjent otrzymuje chemioterapię znacznie skuteczniejszą i ze znacznie
mniejszymi skutkami ubocznymi. Nie mówiąc o tym, że podatnicy oszczędzają pieniądze – mówi Kowalik.

Dzisiaj miesięczna kuracja przy białaczce przewlekłej kosztuje 10 tysięcy złotych. Warto te pieniądze wydać racjonalnie.

Pracownia Kowalika pozwala również wykryć geny, które stwarzają ryzyko zachorowania na raka. Jeden z odkrytych przez naukowców genów daje niemal stuprocentową pewność zachorowania kobiety na raka tarczycy. Teraz, gdy kobieta z taką zmianą w tarczycy zgłasza się do ŚCO, standardowo bada się jej geny i geny córek. I decyzje są dramatyczne, jak usunięcie tarczy cy u czteroletniej dziewczynki, u której żadnych objawów raka nie ma. Ale w ten sposób ratujemy dziewczynce życie, a co najmniej oszczędzamy jej uciążliwej kuracji za 20-30 lat.

Inne geny dają prawdopodobieństwo mniejsze, wtedy zaleca się człowiekowi – nie „pacjentowi”, bo on chory przecież nie jest – częstsze badania
i odpowiedni styl życia.

W pracowni Kowalika przechowywane są w biobanku również próbki
pobierane od pacjentów w ramach programu PONS. Na razie mieszczą
się w jednej zamrażarce, wkrótce przybędzie ich jeszcze sześć. O tym, jak będzie działał biobank, napiszemy w kolejnych odcinkach naszego zdrowotnego cyklu.

ZIEM

Powrót do listy artykułów

 

 

 

 




 


 

Logowanie

login:

hasło: